Wdzięczność

„Anetko,
chciałam krótko przedstawić swoje małe świadectwo związane z naszym ostatnim – majowym wyjazdem do Przenajświętszej Panienki na Jasną Górę oraz do Matki Bożej w Gidlach.

Chce się podzielić tym, co u mnie zaszło od czasu tamtej wizyty u naszej Najukochańszej i tak bardzo Opiekuńczej Mamy, ale zacznę od tego, że już podczas naszego wyjazdu okazało się, ze Pan Bóg ma zawsze wobec nas swój plan. Uważam, że nigdy nie jest tak, że coś się dzieje bo my tak postanawiamy i już. Szczególnie, jeżeli poprosimy Pana Boga i Przenajświętszą Panienkę o pomoc, wówczas rzeczy się dzieją z Ich Wielkiej Mocy i tak jest też z takimi wyjazdami i ze wszystkim co się podczas nich dzieje – to że akurat ten dzień, tez wyjazd, ta godzina itp. – wszystko jest już nam z góry ofiarowane i przepięknie pilnowane, aby mogło dla nas działać.

Tak było też z tą moją wizytą – gdyż gdyby nie to, że właśnie wówczas postanowiliście pojechać do Gidel, pewnie nigdy bym tam nie dotarła (paradoks tej sytuacji jest jeszcze większy, gdy pomyślimy o tym, ze to był pierwszy raz, kiedy wyjazd obejmował również Gidle jeśli dobrze pamiętam), a odnalazłam tam Cudowną Uzdrawiającą moje ciało Matkę Bożą i ukochanego Ojca Andrzeja, z którym utraciłam kontakt, gdy byłam jeszcze nastolatką (jakieś 20 lat temu), a który w Gidlach jest teraz Przeorem. spotkałam go tam, bo znaleźliśmy się w jednej sekundzie w tym samym miejscu.Ona tam przyszedł i ja z mamą. Bronię się by nie napisać przypadkiem , bo nie wierzę w przypadki, ale wierzę bardzo w Pana Boga.

Ta wizyta w Gidlach okazała się dla mnie bardzo ważna. Matka Boża Gidelska przywołała mnie tam, choć jeszcze dzień wcześniej niewiele o Gidlach wiedziałam. Przed Jej Najświętszą Figurą mogłam prosić o uzdrowienie z choroby – Pan Bóg prowadzi nas swoimi ścieżkami, gdy otworzymy się na Jego działanie.

Wizyta na Jasnej Górze też była dla mnie bardzo ważna. Od momentu, gdy dowiedziałam się o chorobie od razu oddałam siebie i tę sprawę pod opiekę Maryi prosząc ją o wstawiennictwo u Pana Jezusa i wyproszenie mi łaski powrotu do zdrowia. Modlitwy różańcowe,nowenny, kierowałam do Matki wpatrzona w jej Przenajświętsze Oblicze ukazane w obrazie Pani Jasnogórskiej, który miałam w domu.
Nie spodziewałam się, że tak wielkim poruszeniem dla mojego serca będzie możliwość bezpośredniej rozmowy z Nią i u Niej.
Nagle, gdy podczas Apelu Jasnogórskiego zobaczyłam Cudowny Obraz, moje serce drgnęło, a w głowie miałam tylko jedną myśl – Matko moja Przenajświętsza, przecież ja do Ciebie właśnie wznoszę moje modlitwy, moje prośby i błagania, to Tobie właśnie oddałam się Panno Jasnogórska pod opiekę, w sposób całkowity, z całkowitym zaufaniem, jak małe dziecko. Jaka to była radość zrozumieć, że nie jestem tam przypadkiem, ze przyjechałam do Ukochanej Mamy, bo mam właśnie tę Jej szczególną Opiekę.

Wracając do łask, które spłynęły na mnie w zasadzie momentalnie, bo już 2-3 dni po wyjeździe do Gidli i na Jasną Górę, to muszę przyznać, że trudno mi wciąż małym ludzkim umysłem pojąć ich ogrom.

Przede wszystkim ustąpiły bardzo ciężkie dolegliwości, które trawiły mnie w związku zarówno z chorobą jak i z dopiero co zakończoną ciężką chemioterapią.
Bo choć muszę przyznać, że łaska Pana Jezusa była nade mną ogromna i cały proces leczenia zniosłam bardzo dobrze, a zdarzenia z tego okresu, o których długo by pisać, cały czas utwierdzały mnie w tym, że Matka Boża czuwa i opiekuje się mną bardzo, a Jezus daje mi dosłownie łaskę za łaską, to po chorobie, po leczeniu pozostały ciężkie i budzące niepokój dolegliwości.
I oto – jakieś 2-3 dni po powrocie nagle budząc się rankiem zauważyłam, ze już ich nie ma. Znikły zupełnie i nie wróciły już. Jest to cud. Cud dany mi przez Pana Jezusa i ofiarowany mi przez Maryję
Idę teraz nadal tą ścieżką daną mi przez Pana Jezusa, aby całkowicie wyzdrowieć i świadczyć ku chwale Pana Boga o Jego wielkiej Mocy i ogromnym Miłosierdziu dla nas, zwykłych ludzi.

Ale to nie koniec łask, które spłynęły na mnie po tym wyjeździe do Panny Miłosiernej. Nagle, zaczęły rozwiązywać się wszystkie problemy, które miałam w takich codziennych, bieżących sprawach. Nawet nie pisałam o nich Matce w akcie zawierzenia, ale wiozłam je tam, w swoim sercu.
O tym też trzeba pamiętać. Nasza Opiekuńcza Matka, dana nam przez Miłosiernego Jezusa, zna sprawy naszego serca. Jadąc do niej wieziemy także i je. Nie bądźmy więc zaskoczeni, gdy nagle i one zaczną rozwiązywać się jedna po drugiej. Tak było ze mną.
Czułam się jakby ktoś zaczął mnie dosłownie nosić na rękach i choć opieka ta nie ma końca i wiem, ze Matka Boża będzie mnie wspierać jeśli oddam się jej, zawierzę i zaufam każdego dnia, to pięknym wydarzeniem i w sumie też trochę ważnym dla mnie w tym czasie było otrzymanie awansu i podwyżki, o które starałam się od dawna, ale z pewnych względów nie mogłam otrzymać.
Nagle wszystkie przeszkody ustąpiły i dostałam awans i podwyżkę. Choć nikt, ani ja ani nawet mój Dyrektor, nikt się tego nie spodziewał.

Niesamowite są działania Pana Jezusa – jego moc jest nieograniczona – trzeba zawsze o tym pamiętać i zaufać Mu, zaufać całkowicie, totalnie, zupełnie.

Wszystko to zdarzyło się w ciągu zaledwie jednego miesiąca. A jak dobrze jest dać Panu Jezusowi prowadzić się tak przez całe życie!

Czy widzisz i czy wiesz jak ważny jest Twój dar dla nas, każdy wyjazd, każde słowo? Pan dał Ci piękną misję, za którą my dziękujemy i Panu Jezusowi za Ciebie dziękujemy 😀 bardzo.

Niech Pan Bóg ma Cię w swojej opiece, a Matka Przenajświętsza niech otoczy cię płaszczem swojej Matczynej Miłości do ludzi i niech Cię strzeże.

Wielu łask Pana Jezusa i do zobaczenia +

Agnieszka

PS: Codziennie, w porannej modlitwie oddaję się pod opiekę i zawierzam się Maryi aktem zawierzenia, który jest na odwrocie obrazka z wizerunkiem Pani Jasnogórskiej. Cudowne to. Chyba zgubiłam się kiedyś gdzieś i właśnie teraz się odnalazłam
Dziękuje za to. Bez tego wyjazdu na Zawierzenie nie odnalazłabym się tak bardzo .”